
Iga Toroszyn zauważyła coś bardzo niepokojącego - z muzeów na całym świecie giną dzieła Rose de Vallenord. Współwłaścicielka cukierni Pod Amorem prosi zatem Ninę, historyczkę sztuki, o pomoc, gdyż trzeba ochronić należący do rodziny portret Tomasz Zajezierskiego. Podobno jest to obraz namalowany przez Różę Wolską, toteż Nina musi przeprowadzić śledztwo, by sprawdzić, czy to prawda. Sherlock Holmes w spódnicy zamierza się dowiedzieć, czy historycy przypadkiem nie pominęli jakiegoś szczegółu z życiorysu rudowłosej malarki.
Akcja książki przedstawia losy obu kobiet. Współczesność miesza się z przeszłością, tworząc opowieść, która na długo zostanie w pamięci. Przyznam, że historia Róży o wiele bardziej mnie zaciekawiła niż życie Niny. Polubiłam Rose za jej osobowość i sposób bycia. Z fascynacją, a czasami i strachem, patrzyłam na jej wybory. Mimo to wątek Niny też zasługuje na uwagę, choć według mnie rozdziałów
z nią było zbyt mało, bym mogła się z nią jakoś zżyć. Pozostali bohaterowie w większości są denerwujący, lecz taki był zamysł pisarki. Bo jak można tolerować zachowanie zepsutych osób, np. egoistycznej Ireny, matki Niny? Toż to potwór z piekła rodem! A takich postaci jest więcej. Uważam jednak, że to nie odbiera uroku "Podróży do miasta świateł".
Autorka w wyśmienity sposób opisała XIX wiek w mieście świateł. Podczas czytania widać, że pani Gutowska-Adamczyk wie, o czym pisze. Czytelnik ma okazję poznać życie zarówno biedaków jak i arystokracji. Może także być świadkiem istotnych wydarzeń. Nazwałabym tę powieść przyjemną lekcją historii. To majstersztyk!
Świetny trailer, polecam obejrzeć.
Doskonałe jest również wydanie "Róży z Wolskich". Nie znalazłam żadnej "literóFki" czy innych tego typu tworów. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a oprawa graficzna to już wisienka na torcie. Okładka idealnie oddaje niezwykły klimat, jaki znajduje się w "Podróży do miasta świateł". Aż miło mieć takie cudo na półce w domowej biblioteczce. Rzadko się zdarza, że bestseller oprócz okładki ma także znakomitą treść. Okazuje się jednak, że są wyjątki.
Książka pani Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk pozwala przenieść się do dziewiętnastowiecznej Francji. Z czystym sumieniem mogę napisać, że podróż ta jest przepiękna. "Róża z Wolskich" wywołuje naprawdę wiele emocji, dawno nie przeżywałam tak żadnej powieści. Czy "Podróż do miasta świateł" ma zatem jakieś wady? Oczywiście, nie można się od niej oderwać! Prawie całą noc "straciłam" na lekturę tej książki, ale niczego nie żałuję. Warto było. Szczerze polecam przeczytanie "Róży z Wolskich", bo to świetnie napisana opowieść. Szkoda, naprawdę szkoda, że tom drugi będzie dopiero za rok. Na szczęście mam przed sobą inne tytuły tej autorki. Chętnie sięgnę po trylogię "Cukiernia pod Amorem", bo coś czuję, że to również będzie ciekawa historia.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
***
Jeśli już "Różę z Wolskich" macie za sobą, zachęcam Was do udziału w konkursie. Do wygrania podróż do miasta świateł!
Regulamin i info o wszystkich nagrodach znajdziecie na fanpejdżu Naszej Księgarni.
Życzę powodzenia wszystkim uczestnikom konkursu.
Konkursowy filmik
Na koniec, jeszcze raz polecam twórczość pani Gutowskiej-Adamczyk. :)
P.S. W Biedronce od 29.11 do 12.12 książkę będzie można nabyć za