O Jeżu, ostatnio prawie w ogóle wyłączyłam się z blogsfery. Aktualnie piszę kilka recenzji, zatem, aby blog nie świecił pustkami, napiszę kilka słów o WPDK (choć miałam to zrobić już tydzień temu).
Pamiętam, jak marzyłam o uczestnictwie w Targach Książki w Katowicach, Krakowie lub Warszawie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - to tam najwięcej blogerów się zjeżdżało, zjeżdża i będzie zjeżdżać. Chciałam porozmawiać na żywo z miłośnikami literatury. Niestety, na targi katowickie, krakowskie i warszawskie mam za daleko, toteż musiałam pójść na kompromis. Pierwszego grudnia o godz. 10 udałam się na Wrocławskie Promocje Dobrych Książek w Muzeum Architektury. Nie żałuję tego wyboru. Bezpłatne wejście, darmowe zakładki, informacja - żyć, nie umierać! Zabrakło mi tylko mapek wydrukowanych na papierze. Na szczęście dwa dni wcześniej zerknęłam na stronę WPDK i zapamiętałam położenie kilkunastu stoisk, bo, mimo instrukcji miłych pań w punkcie info, pewnie bym błądziła...
Na pierwszy ogień poszło wydawnictwo Media Rodzina, które miało bardzo sympatyczną atmosferę. Oto sytuacja, która mówi sama za siebie:
"- Chce pani plakat "Osobliwego domu"?
- A ile kosztuje? - W myślach obiecuję sobie, że zapłacę za to cudeńko maksymalnie 3 (albo 5) zł.
Wydawca patrzy, jakbym z choinki się urwała i z lekkim zaskoczeniem mówi:
- Nic, jest za darmo!
- ???
- Dorzucę też pocztówkę. Miłego czytania"
Chyba nie muszę pisać, jak długo zbierałam szczękę z podłogi? Nie jestem przyzwyczajona do takich prezentów, ponieważ zazwyczaj w księgarniach za gratisy się płaci. A tu, oprócz kilku upominków, otrzymałam także kilka uśmiechów.
Następnie trochę zwiedzałam. Obejrzałam kilka książek i właściwie nie wiedziałam, co wybrać. Głównie z powodu cen. I tu muszę wymienić pierwszy, ale przedostatni, minus. Wrocławskie Promocje Dobrych Książek - ta nazwa raczej dla każdego czytelnika brzmi cudownie, czyż nie? Kiedy idzie się na takie targi, oczekuje się jakiś obniżek. Jak to było z tymi promocjami? Nie narzekam, było kilka okazji, więc osoba, która chciała powiększyć swoją domową biblioteczkę, mogła obkupić się tytułami o bardzo dobrych cenach. Niestety, trzeba było mieć szósty zmysł, by odnaleźć korzystne promocje. Część wystawców dała w czytelnym miejscu informację o rabacie, ale niektórzy wydawcy nawet nie zawracali sobie tym głowy. Potem na stoiskach, bez wyraźnego napisu "PROMOCJA", było cicho jak makiem zasiał. A wystarczyło wziąć kartkę A4 i nabazgrolić markerem "-20%" (oraz uśmiechnąć się i porozmawiać).
Kiedy odwiedziłam x stoisk, o w pół do dwunastej z przerażeniem odkryłam, że kolejka do pani Małgorzaty Musierowicz już zaczęła się tworzyć. Z pewnym szokiem ustawiłam się za dziewiątą (czy też dziesiątą) osobą, by po jakiś pięciu minutach odkryć, że za mną także czeka dziesięć fanów autorki. Gdyby nie było tam zaradnych wolontariuszek, które wszystkim kierowały, byłoby niezłe zamieszanie, ponieważ potem liczba czekających na autograf znacznie się zwiększyła. Pani Musierowicz zjawiła się kilka minut po dwunastej i z ręką na sercu mogę powiedzieć ponad pół godziny czekania się opłaciło. Kiedy przyszła moja kolej na podpisanie książek, cieszyłam się jak małe dziecko. Twórczyni serii "Jeżycjada" jest przyjazną i miłą kobietą. Książki jej autorstwa są niesamowicie ciepłe, pełne życia, a ona sama daje dużo pozytywnej energii.
Kiedy odwiedziłam x stoisk, o w pół do dwunastej z przerażeniem odkryłam, że kolejka do pani Małgorzaty Musierowicz już zaczęła się tworzyć. Z pewnym szokiem ustawiłam się za dziewiątą (czy też dziesiątą) osobą, by po jakiś pięciu minutach odkryć, że za mną także czeka dziesięć fanów autorki. Gdyby nie było tam zaradnych wolontariuszek, które wszystkim kierowały, byłoby niezłe zamieszanie, ponieważ potem liczba czekających na autograf znacznie się zwiększyła. Pani Musierowicz zjawiła się kilka minut po dwunastej i z ręką na sercu mogę powiedzieć ponad pół godziny czekania się opłaciło. Kiedy przyszła moja kolej na podpisanie książek, cieszyłam się jak małe dziecko. Twórczyni serii "Jeżycjada" jest przyjazną i miłą kobietą. Książki jej autorstwa są niesamowicie ciepłe, pełne życia, a ona sama daje dużo pozytywnej energii.
Gdy dostałam autograf, kupiłam gwiazdkowe prezenty dla rodziny i jeszcze trochę pospacerowałam. Po południu przyszło więcej ludzi, toteż zrobił się tłum (szczególnie w alejce, gdzie siedziała pani Musierowicz). Porozmawiałam z kilkoma osobami i dowiedziałam się paru ciekawych
rzeczy. Rodzice zgodnie stwierdzili: "Jak dziecko nie czyta - jest źle, a
jak czyta - jeszcze gorzej." ;)
Nie widziałam, jednak, większego sensu w siedzeniu na targach do wieczora. WPDK opuściłam przed czwartą.
Serdecznie Was zapraszam na Targi Książki we Wrocławiu. Jestem pewna, że w przyszłym roku również będzie ciekawie. :)
Na koniec, książki, które kupiłam (dla siebie) na Targach:
| "Mój Ssskarb!" |
Pozdrawiam!