Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marianne Curley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marianne Curley. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2012

"Klucz"- Marianne Curley

 

Zakon Chaosu jest coraz silniejszy, a Lathenia jest wściekła, że Strażnicy odważyli się pokrzyżować jej plany. Zła bogini zamierza zakończyć wojnę i wypowiada Straży ostatnią bitwę. Teraz Strażników czekają ciężkie czasy. Muszą oni odnaleźć klucz, który pozwoli otworzyć zbrojownię w Veridianie, lecz nie będzie to łatwe. W szeregach podróżników jest zdrajca. Jeśli podejrzliwość i niepewność wygra, Straż będzie pokonana. Kto zwycięży walkę trwającą od wieków?

Po przeczytaniu ostatniej kartki "Mroku", nie mogłam się doczekać trzeciego tomu- "Klucza". Na nieszczęście premiera zakończenia serii "Strażników Veridianu" ciągle była przekładana.  Cóż, pozostały mi marzenia. Zawsze, gdy patrzyłam na okładkę ostatniej części, wyobrażałam sobie efektowny koniec, niezwykłą atmosferę i wartką akcję. Krótko mówiąc spodziewałam się książki wbijającej w fotel. Miałam nadzieję, że będzie historia, do której będę potem nieraz wracać. Czy otrzymałam powieść z moich marzeń? Nie do końca. 

Akcja utworu, chociaż wartka, nie była tak ciekawa jak na przykład "Straż". W "Kluczu" dzieje się wiele, ale miałam wrażenie, że autorka spisywała każdy pomysł, który przychodził jej do głowy podczas tworzenia powieści. Nie byłoby to takie złe, gdyby Marianne rozwinęła część wątków. Mimo tych ponad pięciuset stron, "Klucz" w moich oczach wyglądał na niedopracowaną książkę. O pomstę do nieba wołają podróże w czasie. Pierwszy skok do 1768 roku zapowiadał się naprawdę interesująco. Młodzi Strażnicy mają specjalną misję na statku Jamesa Cooka. Zadanie podróżników jest trudne, pełne niebezpieczeństw i... strasznie krótkie! Rozumiem, że nie należy pisać niepotrzebnych dłużyzn, lecz nie zaszkodziłoby dodać kilku słów wprowadzających do świata XVII wieku. To samo dotyczy drugiej wycieczki w przeszłość. Ostatni dzień istnienia Atlantydy to oryginalny czas na umiejscowienie akcji. Mogło być tak pięknie, ale oczywiście wszystko zepsuł brak rozbudowanych opisów. W ogóle nie mogłam sobie wyobrazić mitycznej krainy, co nie pozwoliło mi "wsiąknąć" w historię. Styl pisania pisarki jest prosty i lekki, podobnie jak w poprzednich częściach, jednak widać, że nie rozwinął w pełni skrzydeł. A co z kreowaniem charakterów?

Większość postaci nie błyszczy. Najbardziej irytował mnie chyba Dillon, który zachowywał się jak sześcioletni rozkapryszony dzieciak. Także Arkarian zmienił się nie do poznania- jego wypowiedzi były zwyczajnie mdłe. Wiem, że pani Curley potrafi tworzyć ciekawych bohaterów, zatem "Klucz" to takie kopanie leżącego. Tylko nieliczne postacie nie stoczyły się na samo dno. Na pochwałę zasługuje na przykład Rochelle, ponieważ narracja z jej punktu kilka była o wiele lepsza niż marudzenie Matta.

"Rzeczy, których byśmy sobie życzyli, potrafią być ulotne jak sen i równie odległe od rzeczywistości." (str. 335)

Od ostatniego tomu "Strażników Veridianu" oczekiwałam naprawdę wiele. Niestety książka mnie trochę zawiodła. Może to dlatego za wysoko postawiłam poprzeczkę? Przy lekturze "Klucza" nie bawiłam się tak świetnie jak podczas czytania "Straży". Skutkiem tego jest to, że trzeci tom odebrałam tak, a nie inaczej. Bardzo tego żałuję, bo "Klucz" nie jest całkowicie tragiczny, ale zabrakło mu klimatu, który był obecny w pierwszej części trylogii. "Straż" szczerze polecam, ponieważ miło spędziłam z nią czas, jednak co z kontynuacją? W moich oczach zakończenie serii jest przeciętne, ale to nie zmienia faktu, że początek "Strażników" zawsze będę wspominać z uśmiechem na twarzy. "Klucz" bynajmniej nie jest wybitną lekturą, lecz myślę, że jeśli szukacie lekkiego czytadła z podróżami w czasie i licznymi przygodami, to się nie rozczarujecie.


Książkę otrzymałam od pani Joasi z Wydawnictwa Jaguar. Dziękuję!

niedziela, 11 grudnia 2011

"Mrok"- Marianne Curley

Marianne Curley jest autorką powieści fantasy przeznaczonych dla młodzieży. W 2000 r. wydała pierwszą powieść - Old Magic, za którą w 2004 r. otrzymała wyróżnienie International Reading Association. W latach 2002 - 2005 wydała trylogię „Strażnicy Veridianu”, również wyróżnioną przez International Reading Association. Pisarka mieszka w Coffs Harbour, gdzie pracuje jako nauczycielka w Coffs Harbour Technical College.

„Wyobraź sobie, że jesteś w stanie zmienić przeszłość.”*

Już mija rok od dramatycznych wydarzeń z pierwszego tomu. Po Marduku słuch zaginął, a Bogini przygotowuje zemstę jakiej Straż się nie spodziewa… Tymczasem Ethan musi szkolić Matt’a,który nadal nie do końca wierzy w swoje paranormalne umiejętności, a Isobel ma udać się na misję do XVI. Dzień, jak co dzień…

Jednak, gdy plan Bogini wchodzi wżycie i Arkarian zostaje porwany do niebezpiecznego świata, Isobel chce wyruszyć na ratunek. Niestety Trybunał nie wyraża zgody na akcję ratunkową, ale dziewczyna nie poddaje się i wraz ze swoim bratem oraz Ethan’em wyrusza w pełną pułapek podróż, gdzie trzeba pokonać swoje słabości, bo inaczej czeka ich śmierć….

             „Jedna, podjęta pod wpływem emocji,                                                    
  decyzja może ocalić lub zniszczyć świat.”**

W tej części jest więcej o Arkarianie, o jego rodzinie i przeszłości. Co więcej, to on sam zdradza nam swoją historię, gdyż tym razem to właśnie Isobel i Arkarian są narratorami powieści. Mimo, że w pierwszym tomie bardzo polubiłam nauczyciela Ethan’a o szafirowych włosach i fiołkowych oczach, to w „Mroku” jego postać traci całą swą tajemniczość i niezwykłość. Isobel również się zmieniła, ale pozostali bohaterowie ratują sytuację- Ethan, Matt, czy też Rochelle. W książce są też zupełnie nowe postacie, lecz kto jest przyjacielem, a kogo można uznać za wroga? Czy więzienie Arkariana zawiera odpowiedzi?

Nowy wymiar opisany w „Mroku” jest ciekawym przedstawieniem świata podziemnego, to właśnie tam akcja najbardziej nabiera tempa. Cały czas się coś działo, a autorka nie oszczędzała swoich bohaterów i odkrywała karty ich przeszłości. Nie wiedziałam, kiedy przeczytałam całą historię, przez jakiś czas po ukończeniu książki po prostu żyłam przygodami rozgrywającymi się w "Mroku".

Rozwinięcie niektórych wątków było niezwykle interesujące, ale przewidywalność paru kwestii wołała o pomstę do nieba. Przyczyną była zapewne miłość dwóch bohaterów, która, niestety, psuła harmonię pierwszego tomu, w którym nie było żadnych ckliwych wyznań, a Arkarian miał swój niepowtarzalny charakter. Sam wątek miłosny nie był zły, ale nieliczne sceny były za słodkie i niszczyły klimat podziemnego świata. Nowość ta, niestety, zadziałała na niekorzyść powieści, ale...

Styl autorki pozostał niezmienny. Marianne Curley nadal posługuje się językiem prostym, przyjemnym w odbiorze. Zasługa leży również w przekładzie tłumaczki i dobrej korekcie, gdyż nie znalazłam żadnych rażących oczy błędów, co uważam za zaletę polskiego wydania.

„Strażnicy Veridianu” to jedna z najlepszych serii tego roku. Pilnowanie historii i podróże do innych wymiarów są tam codziennością, ale dla czytelnika to film przygodowy, pełen tajemnic i nieziemskiej akcji. Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar:


***

W  marcu 2012 roku ukaże się trzeci tom cyklu „Strażnicy Veridianu”. Okładka ma nieco inne ujęcie niż w poprzednich częściach i szczerze mówiąc to właśnie oprawa „Klucza” podoba mi się najbardziej.  Już nie mogę się doczekać premiery ostatniego tomu, bo autorka w drugiej części nie rozwiązała wielu zagadek… 

 

Opis wydawcy (zawiera drobny spoiler):

Nic nie zostało rozstrzygnięte.
Niczego nie da się rozstrzygnąć bez wojny.
W ten sposób zbudowano Wszechświat.
Trzecia i ostatnia część serii „Strażnicy Veridianu”. Tym razem narratorami powieści są Matt i Rochelle.
Zakon Chaosu wzrósł w siłę. Lathenia, wciąż wściekła z powodu śmierci ukochanego Marduka,nie chce dłużej czekać i wypowiada Straży ostatnią bitwę. Stawką jest kontrola nad wszystkimi światami... Oszalała bogini nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój cel. Członkowie Straży są w poważnych kłopotach – muszą odnaleźć zaginiony klucz, który pozwoli otworzyć zbrojownię w mitycznym Veridianie.Ale to nie jedyny problem. W ich szeregach ukrywa się zdrajca. Narastająca niepewność i podejrzliwość utrudniają Strażnikom skuteczne działanie. Zbliża się czas wypełnienia proroctwa, czas ostatecznego starcia z Lathenią... Kto ze Strażników okaże się akolitą Chaosu? Kto zdradzi w godzinie najwyższej próby?

-*,**- opis z okładki

sobota, 19 listopada 2011

"Straż"- Marianne Curley


Historia lubi się powtarzać, ale czy można ją zmienić? Ethan ma dość nietypową pracę- pilnuje przeszłości. Jako agent Straży musi chronić historię, gdyż Chaos zamierza zniszczyć Porządek świata. Jaki jest cel tej walki? Dlaczego zabito Serę, starszą siostrę chłopca?Przez dwanaście lat nie uzyskano odpowiedzi, a teraz Ethan otrzymuje nowe zadanie- ma wyszkolić nową osobę. Jego uczennicą zostaje Isabel, młodsza siostra byłego najlepszego przyjaciela. Komu tak naprawdę można zaufać?

Głównymi bohaterami są Ethan i Isabel. Pełnią też rolę narratorów. Nie da się nie lubić tej dwójki. Starszy Strażnik jest bardzo odważną postacią, która na co dzień chodzi do szkoły, lecz ma również niezwykły obowiązek i musi pilnować historii, co prawdę mówiąc munie przeszkadza. Jego rodzice nie potrafią pogodzić się ze śmiercią córki mimo upływu czasu, ale on nie chce żyć w ciągłym smutku, a oderwaniem się od rzeczywistości są misje i niesamowite moce.

Isabel ma również zadatki na Strażnika Czasu. Tylko, jak ma uwierzyć w te bajki? Dziewczyna, jednak nie wie,jaką rolę ma do odegrania w tej skomplikowanej grze. Isabel odkrywa całkiem inny świat, o którym nawet nie myślała. Czy poradzi sobie w całkowicie nowej rzeczywistości?

Dwutorowa narracja bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ bardzo rzadko się zdarza, by pisarz wpadł nataki pomysł i, co więcej, opisał to dobrze. Tymczasem Marianne Curley świetnie poradziła sobie z tym zadaniem i posługuje się lekkim piórem. Wydarzenia opisane na przemian przez Isabel i Ethan’a zmuszają do kontynuacji lektury. Tłumaczenie bardzo dobrze oddaje treść „Straży”, nie rzuciły mi się w oczy żadne błędny.

Osobowość postaci jest interesująca. Bohaterowie nie raz zaskakiwali mnie swoim postępowaniem, a funkcje niektórych postaci nadal są dla mnie nieodgadnione. Dorośli i bohaterowie epizodyczni nie są potraktowani po macoszemu i to bardzo mi się spodobało. Nietuzinkowe postacie to jedna z cech, które najbardziej w książce cenię.

Wyobrażenie organizacji Strażników jest niewątpliwie nowatorskim podejściem do tematu podróży w czasie.Autorka zgrabnie wyjaśniła wątki dotyczące wyglądu, języka i zachowań osoby,która ma misję. Nie spodziewałam się aż takiej złożoności Strażników Czasu. Sam sposób cofania się w przeszłość jest niesamowitym pomysłem.

Akcja książki jest szybka, nie nudzi i nie zawiera niepotrzebnych scen. Wątek miłosny jest, ale nie taki na siłę, jak w co niektórych powieściach tego typu. Miłość to tylko tło i jestem autorce za to bardzo wdzięczna. Marianne Curley skupia się bardziej na odwadze i przyjaźni, które również są ważnymi wartościami.

Teraz parę słów o okładce. Szczerze mówiąc postać Isabel na mnie nie przekonuje. W książce była dla mnie bardziej zadziorna i zdeterminowana, a na okładce widać delikatny uśmiech i spojrzenie,za to kolory zasługują na pochwałę. Przeważnie przy powieściach fantasy okładki są ciemne i mroczne, a tu na odwrót. Ogólnie polska wersja jest według mnie ładniejsza od oryginalnej, bo na tamtej jest czarne tło i kwiat, czyli powtarzający się motyw.

„Straż” to niewątpliwie ciekawa lektura, przy której miło można spędzić czas. Polecam osobom, które lubią podróże w czasie i książki ze szczyptą humoru. Zwroty akcji i interesujący świat mówią same za siebie, że kontynuacja zapowiada niezapomnianą przygodę pełną magii.Moja ocena to oczywiście 10/10. Polecam!