Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Egmont. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

"Magiczna gondola"- Eva Völler


"Historia poza czasem"

Nadeszła kalendarzowa jesień. Za oknem pada deszcz. Krajobraz jest ponury, a ja tęsknię za słońcem i latem. Na szczęście na sklepowe półki wpłynęła pewna nowość- "Magiczna gondola". Już sam tytuł zabiera mnie do innego miejsca, a przez treść na kilka godzin zamieszkałam w XV-wiecznej Wenecji! Dlaczego? Dawno nie czytałam tak dobrej książki z podróżami w czasie... "Magiczna gondola" jest pełna tajemnic, a autorka powoli, powolutku, odsłania wszystkie karty.

Siedemnastoletnia Anna spędza dość nudne wakacje w Wenecji. W trakcie zwiedzania tego włoskiego miasta zauważa czerwoną gondolę. Jest to bardzo dziwne, gdyż wszystkie weneckie gondole powinny być czarne. Dziewczyna, spacerując po mieście, odnajduje też osobliwy sklep z maskami. Nic nie działa przypadkowo. Niedługo później, podczas parady historycznych łodzi, Anna zostaje wepchnięta do wody, a na pokład nietypowej gondoli wciąga ją przystojny młodzieniec. Nastolatka nie zdąża jednak wejść ponownie na pomost, ponieważ nieoczekiwanie cały świat rozpływa się jej przed oczami. 

Nie wiem, jak opisać moje pozytywne zaskoczenie "Magiczną gondolą". Wbrew pozorom nie jest to beznadziejna podróba twórczości Kerstin Gier. Przyznam, że powieść jest na swój sposób nietuzinkowa i niewiarygodnie baśniowa. Pierwsze, co rzuca się w oczy to humor i inteligentna oraz zabawna główna bohaterka. Anna to normalna dziewczyna, ma swoje wady i zalety. Bardzo polubiłam tę postać, a że narracja poprowadzona jest z jej punktu widzenia, książkę pochłaniałam w zastraszającym tempie. Eva Völler umiejętnie posługuje się piórem, tworzy klimatyczne sceny i naturalne dialogi. Akcja tak mnie wciągnęła, że nie mogłam się oderwać. Razem z główną bohaterką można odkrywać sekrety oraz chodzić po renesansowej Wenecji. Niezwykle przypadł mi do gustu także wątek podróży w czasie.  

Ogromnie żałuję, że przeczytałam tę książkę w jeden dzień. Kiedy dowiedziałam się, że "Magiczna gondola" to historia zamknięta w jednym tomie, ucieszyłam się. Nie lubię długich serii, cykle po dziesięć tomów mnie odstraszają. Po przeczytaniu ostatniej kartki utworu autorstwa Evy Völler dopadła mnie jednak tęsknota za światem i bohaterami z "Magicznej gondoli". XV- wieczna Wenecja jeszcze długo po odłożeniu powieści pozostała w mojej głowie. Zdania nie zmienię, kolejnych tomów nie chcę widzieć, bo to nie to samo, ale jeśli pisarka postanowi napisać książkę w podobnym stylu, nie pogardzę. Autorka ma prawdziwy talent do wymyślania oryginalnych opowieści, zatem cieszę się, że mogłam poznać jej wizję podróży w czasie.

Na koniec wspomnę jeszcze o bajecznej okładce. Wiem, że nie ocenia się lektury po wyglądzie, lecz patrząc na "Magiczną gondolę" nie można nie napisać o pięknej oprawie. Szata graficzna opisywanego tytułu idealnie odzwierciedla treść - jest przemyślana i interesująca. Szkoda, że częściej nie ma takich eleganckich wydań, gdzie i okładka, i treść są na wysokim poziomie. "Magiczna gondola" zawiera to, co jest najlepsze w książkach przygodowych. Jest humor, jest akcja, nie zabrakło też niesamowitego klimatu. Oczywiście to nie wszystko, bo dzieło pani Völler ma naprawdę wiele do zaoferowania. Nie lubię porównywać książek, ale moim zdaniem najnowsza powieść z wydawnictwa Egmont jest lekturą idealną dla fanów "Trylogii czasu". Nawet Kerstin Gier rekomenduje przygody Anny, więc myślę, że to powinno rozwiać wszelkie wątpliwości. Warto wpłynąć do świata "Magicznej gondoli". Polecam z czystym sumieniem! Czytając książki z serii "Poza czasem" nie zauważa się upływających sekund, minut, godzin... Dostrzegalna jest jedynie piękna opowieść.

czwartek, 14 czerwca 2012

"Nowa Ziemia"- Julianna Baggott


„Mój feniks” (str. 212)

Jak wygląda świat po wybuchu? Świat po końcu znanego Nam świata? Zimą pada czarny śnieg, ulice przykryte są popiołami, w ruinach żyją ludzie zmienieni zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie…

W gruzach mieszka szesnastoletnia Pressia, która podobnie jak inni mieszkańcy zniszczonego miasta przeżyła Wybuch. Dziewczyna ma lalkę, która wtopiła jej się w rękę, ale to jeszcze nic, w porównaniu z innymi skutkami końca świata. Patridge zamieszkuje natomiast Kopułę, która powinna być bezpieczna, lecz okazuje się, że wcale taka nie jest. Żyjąc pośród Czystych nastolatek zaczyna zdawać sobie sprawę, że wszystko to tylko iluzja.

Już na zewnątrz książka czaruje swoją ładną okładką projektu Katarzyny Borkowskiej, która stworzyła również oprawę graficzną dla „Trylogii czasu” oraz „Cieni na księżycu”. Wydawnictwo Egmont także i tę powieść wydało bardzo porządnie. Wewnątrz też jest  pięknie, gdyż autorka podarowała bardzo dobrą literaturę.

Powieść czytałam szybko, ale przyczyną nie jest lekka treść, o nie. Pani Baggott nie lituje się nad czytelnikiem i nieraz ze wszystkimi szczegółami opisuje istoty spotykane przez głównych bohaterów. Cała zasługa tkwi oczywiście w narracji, która jest prowadzona  naturalnie, swobodnie. Warsztat autorki jest idealny, Julianna Baggott dba o szczegóły, każdy detal wyraźnie dopracowała. 

Fabuła jest przemyślana, nie miałam wrażenia, że pisarka powiedziała sobie pewnego dnia: „Ach, napiszę jakąś antyutopię, przecież to teraz takie modne!”. Mimo, że wątek apokalipsy był już wiele razy do znudzenia powtarzany, to akurat ta powieść ma w sobie „to coś”.

Z każdej strony wypływały emocje i nie mogłam odłożyć tej książki na półkę, bo cały czas coś się działo. Nie tylko akcja, ale również bohaterowie zdobyli moje serce. „Nowa Ziemia” ukazuje ludzi z wadami i z zaletami, więc nie ma czarno-białych charakterów. 

Na szczególną uwagę zasługuje, według mnie, Pressia, która jest bohaterką z krwi i kości. Gdy przeczytałam jak ona wygląda, pomyślałam, że tego jeszcze nie było. Byłam zaskoczona, że główna bohaterka nie jest śliczna i nie ma cech postaci znanych z innych książek dla młodzieży. Już sama Pressia jest nowością, co przemawia na korzyść dzieła i całej serii.

Najbardziej zaskakujący jest fakt, że na okładce nie ma haseł porównujących do znanych i lubianych „Igrzysk Śmierci”. To jest bardzo rzadkie zjawisko, gdyż teraz wszystko promuje się kosztem trylogii autorstwa Suzanne Collins. Moim zdaniem powieść pióra Julianny Baggott jest na wysokim poziomie i myślę że, dorównuje „Igrzyskom…”.

W „Nowej Ziemi” mieszka dusza, która porywa w swoją mądrą, pełną przygód historię. Pierwszy tom to dopiero początek świetnie zapowiadającej się trylogii „Świat po wybuchu”. Kontynuacja pewnie również będzie czytelniczą ucztą dla fanów świetnie napisanych powieści i antyutopii. Książka zasłużenie otrzymuje ode mnie 10/10. Serdecznie polecam!


niedziela, 29 kwietnia 2012

"Cienie na księżycu"- Zoe Marriott

 
Opowieść poza czasem. Ubierz się w kimono, ułóż haiku i wejdź do magicznej Krainy Księżyca.

„Miłość nadciąga jak burzowe chmury, ucieka przed wiatrem i rzuca cienie na Księżyc” (str. 5)

O czym jest ta książka? Na pewno jest nietuzinkowa i magiczna. To intrygująca baśń z azjatyckimi motywami, a autorka wyraźnie inspiruje się Kopciuszkiem…

Suzume dowiadując się, kto jest winny śmierci jej ojca i siostry marzy o zemście. Zabójcą bliskich jest jej ojczym. Nastolatka z pałaców trafia do kuchni, potem zostaje wygnana na ulicę i zamknięta w więzieniu. Wszystkie wydarzenia prowadzą do ambitnego planu zemsty. Dziewczyna wie, że aby osiągnąć swój cel musi poświęcić swoje szczęście i prawdziwą miłość. Czy Suzume wykona swoje zadanie?

Akcja powieści toczy się w wymyślonej krainie, niewiadomo kiedy. To historia poza czasem i często, podczas czytania, można zapomnieć, że wydarzenia opisane w książce nie rozgrywają się w Japonii. Krótko mówiąc otrzymałam coś, czego się nie spodziewałam, lecz nie uważam tego za minus. „Cienie na księżycu” to przemyślana baśń, która nieraz może zaskoczyć swoim światem i bohaterami.

Autorka chciała przedstawić swoją własną wersję Kopciuszka. „Cienie na księżycu” mają kilka elementów tej znanej bajki; jest książę, pałac, bal, dobra „wróżka”, lecz główna bohaterka jest postacią bardziej skomplikowaną niż Kopciuszek. 

Suzume nie może przebaczyć swojemu ojczymowi. Od czasu, kiedy dziewczyna dowiaduje się, kto jest winny śmierci jej ojca i siostry nieustannie podąża za nią chęć zemsty, która powoli zaczyna ją niszczyć. Każda decyzja nastolatki ma wpływ na jej los, a pod koniec książki można znaleźć zmiany w charakterze dziewczyny. 

Główna bohaterka ma wielu wrogów, ale nieliczni przyjaciele często pomagają jej w potrzebie. Jako, że jest to Kopciuszek spotykamy się z dobrą wróżką, która jest chyba najbardziej pozytywnym elementem w tej opowieści. Nie będę zdradzać szczegółów, bo tylko czytając wszystko od początku można docenić kreację bohaterów.

Książka zachwyca swoją oryginalnością oraz klimatem. Język jest bardzo obrazowy, autorka często używa japońskich określeń. Na końcu jest słowniczek, który jest bardzo pomocny i można się z niego dowiedzieć wielu istotnych informacji. 

Nie można również narzekać na oprawę graficzną. Ładne kolory oraz azjatyckie znaki skutecznie przyciągają uwagę.

Napiszę jeszcze, że Zoe Marriott nieraz potrafi zaszokować i widać, że miała wiele pomysłów. „Cienie na księżycu” to interesująca powieść i z chęcią przeczytałabym inne książki tej autorki.

Podsumowując, „Cienie na księżycu” to lektura warta uwagi, więc z czystym sumieniem oceniam ją na 7/10. Możliwe, ze ocena byłaby wyższa, gdyby nie zakończenie, które nie jest najgorsze, lecz do arcydzieł niestety nie należy. Pomijając tę wadę, książka jest ładną historią, która na pewno znajdzie swoich fanów.

sobota, 3 marca 2012

"Zieleń szmaragdu"- Kerstin Gier


Nie minął rok odkąd pojawił się pierwszy tom „Trylogii czasu”- „Czerwień rubinu”, a już, na półkach, można odnaleźć ostatnią część- zakończenie przygód Gwendolyn. Jednak, czy to na pewno koniec? Co się wydarzy, jeśli czas jest inny niż myśleliśmy?

„Choć w teraźniejszości to, co przyszłe, już się wydarzyło, należy zachować wszelką ostrożność, aby nie zagrozić teraźniejszości przeszłością, jak to się obecnie dzieje” (str. 191)

Podróżniczka w czasie- Gwedolyn Sheperd nie ma normalnego życia. Nawet ze złamanym sercem musi wykonać swoją misję i nie może pozwolić sobie na pomyłkę. Pytań jest coraz więcej, tajemnice kolekcjonują się w zastraszającym tempie, a Gwen nadal nie wie, czy jej serce z marcepana jest gotowe na zbliżające się wydarzenia…

„- Gotowa?- wyszeptał.
- Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów[…]” (str. 228)

Czasami trudno pożegnać z postaciami ulubionych serii książkowych. Wykreowani przez Kerstin Gier bohaterowie żyją i mają swoje ideały, są naturalni, co wzbudza bardzo pozytywne uczucia. Zabawna Gwendolyn, Leslie- drugi Scherlock Holmes, wredny Gideon, lojalny Xemerius i inni. Długo by wymieniać wszystkich bohaterów, ale nawet wkurzająca Charlotta ma w sobie coś, co nie pozwala nam jej opuścić. Kto by pomyślał, że jeszcze nie tak dawno przewracałam strony „Czerwieni rubinu”…

Część trzecia jest moją ulubioną, lecz cała „Trylogia czasu” to czerwony rubin, błękitny szafir i zielony szmaragd razem wzięte. Podsumowując to lśniąca perełka. W książce jest wiele rozbudowanej akcji, sekrety nieoczekiwanie materializują się z powietrza, humor jest na każdym kroku, a to nie wszystko… Kerstin Gier potrafi zaczarować swoim lekkim stylem pisania oraz oryginalnymi pomysłami. Mimo kilku sprzeczności nie widzę żadnych minusów. Może to jakaś magia? Cudowną treść ozdabia przepiękna okładka, która według mnie jest najlepsza ze wszystkich trzech części. Także ten tom pomiędzy rozdziałami zawiera intrygujące zapiski, cytaty, drzewa rodowe, które często zdradzają, co się za chwilę wydarzy lub to, co już miało miejsce. „Zieleń szmaragdu” to porywająca przygoda, która jest dłuższa od swoich poprzedniczek i ma ponad 450 kartek, więc…

„Zabrzmiało to jak hasło dnia” (str. 155)

Ostatnie strony powieści nie są zakończeniem, na pewno nie. Kontynuacja nie jest planowana przez pisarkę, ale właściwie nie jest ona potrzebna. Dlaczego? Dlatego, że Kerstin Gier obdarowała czytelników niezwykłym prezentem- otwartym końcem. Każdy sam może wymyślić dalsze losy bohaterów i to jest jednym z największych atutów trylogii. „Zieleń szmaragdu” odsłania sekrety znane Nam wcześniej, jednak końcowe kartki pozostawiają po sobie nowe zagadki i to właśnie czytelnik musi je rozwinąć… 

„Trylogia czasu” to chronograf-kieruje podróżami w czasie oraz przygodami Gwendolyn. Fanom poprzednich części nie muszę polecać „Zieleni szmaragdu”,  lecz ci, co nie czytali choć pierwszego tomu nie wiedzą, ile ich omija. Tylko w „Trylogii czasu” można poznać niesamowite tajemnice Strażników i nie tylko ich… Bez wyrzutów sumienia zakończenie losów Gwen oceniam na 10/10 z wykrzyknikiem, bo opowieść Kerstin Gier zapewnia niezapomniane chwile. Serdecznie polecam! Jestem pewna, że jeszcze nieraz wrócę do tej historii.

sobota, 5 listopada 2011

"Błękit szafiru"- Kerstin Gier


Gwen ma misję, która bardzo zakłóca dotychczasowe życie dziewczyny. Rzeczonej misji nie musiałaby nawet wykonywać, gdyby nie Strażnicy, którzy do wyrozumiałych nie należą. Kolejne przeskoki  w czasie nie dają odpowiedzi, a dostarczają coraz więcej pytań. Kim tak naprawdę jest hrabia de Saint Germain? Czy Lucy i Paul mają rację? Co oznacza przepowiednia? I jak trzymać wachlarz, by nie zepsuć soirée w XVIII wieku?

Ostatnie pytanie wbrew pozorom jest bardzo ważne, dlatego Gwendolyn musi chodzić na lekcje, które mają ją nauczyć, jak postępować w XVIII wieku. Szkolenie nie jest takie łatwe, a jest jeszcze gorsze, gdy nielubiana kuzynka, może zobaczyć każde potknięcie. Gideon też nie ułatwia zadania, Strażnicy nie podają ważnych informacji, a główna bohaterka zastanawia się, komu może zaufać? Nawet własne uczuci mogą ją zdradzić.

W „Błękicie szafiru” nadal panuje wszechobecny humor, wątki są coraz bardziej rozwijane, a bohaterowie nadal trzymają formę. Zabawna Gwendolyn, nieco egoistyczny Gideon, denerwująca Charlotta i prześmieszna Leslie powracają. Tym razem jest więcej informacji o rodzinie Gideona, a Gwen spotyka  swojego przodka, który może odpowiedzieć na pytania.

Druga część „Trylogii czasu” nie zmieniała się pod względem języka, jakim się posługuje Kerstin Gier, nadal jest wiele żartów, narratorką jest Gwendolyn, a opisy otoczenia nie są nudne i bez sensu. Przerywnikami między rozdziałami również są cytaty, fragmenty kronik Strażników, itp., itd., tak krótkie informacje, a niezwykle umilają czytanie lektury. W kontynuacji mimo wszystko jest wiele nowości.

Duża zmiana dotyczy akcji w książce. Jeśli w „Czerwieni rubinu” było wiele wątków i tajemnic, to w drugiej części  jest ich jeszcze więcej. Nie znajdziesz odpowiedzi na pytania, autorka zaserwowała nam kolejne zagadki. Czy to źle? Według mnie nie. Fabuła jest bardzo dobrze przemyślana, a świetny dodatkiem jest Xemerius- nowa postać. Kim jest Myślę że pierwsza część trylogii byłą dopiero zapowiedzią niezwykłej przygody. Kerstin Gier nie pozwala, by akcja się dłużyła, nie ma czasu na nudy.

Okładka tej powieści jest śliczna: pawie pióro, chronograf oraz oko głównej bohaterki… Czyli błękit szafiru… Widać, że wydawnictwo się postarało, a grafik, który zaprojektował to dzieło ma talent.

Mit, że drugie tomy książek są zawsze gorsze, z całą pewnością nie dotyczy „Błękitu szafiru”. Książka nadal trzyma poziom, mogę nawet stwierdzić, że dwójka jest lepsza od „Czerwieni rubinu”. Kerstin Gier ponownie oczarowała mnie podróżami w czasie. Może to magia kruka? Moja ocena: 10/10.

„Kruk, na skrzydłach z rubinu niesiony, 
między światami brzmi umarłych muzyka,
 siły jeszcze nie poznał i nie zna też ceny.
 Moc głowę podnosi i krąg się zamyka.” (str. 225)